Utknęłam w koszmarze

지난달

Znowu miałam ten piekielny sen, a konkretniej zbiór snów.
Sny mam dość często, jednak z reguły są one tak głupie, że nawet o nich nie myślę.
Tym razem było inaczej...

1.jpg

Pędzę moim nowym, używanym autem. Pędzę, ale nie mam z tego przyjemności, jestem przestraszona. Nie ja prowadzę. Nie prowadzi również mój narzeczony.
Za kierownicą siedzi laweciarz, ten którego widziałam raz w życiu. Bardzo sympatyczny koleś, nieco dziwny, tajemniczy... chętnie spotkała bym go jeszcze w życiu. No może nie w takich okolicznościach jak wtedy, a już na pewno nie takich jak teraz.
Koleś prowadzi, Krystian z przodu ma frajdę, bo mega przyjemnie pędzi się tym autem, ale ja z tyłu jestem przerażona! Tyle to ja mogła bym jechać, ale jak to ja była bym za kierownicą i normalnie autostradą, a nie jakąś krętą drogą nad przepaścią!

Krzyczałam, Krystian mnie uspokajał, a laweciarz nawet nie zwracał na mnie uwagi, był jak w transie.
Miałam dobre przeczucie, po jakimś czasie wpadliśmy w bardzo głęboką przepaść i dość długo spadaliśmy w dół, z przerażeniem obserwowałam jak coraz szybciej zbliżamy się do ziemi i...
I nagle jesteśmy w mieście, pijemy sobie piwa i świętujemy to, że przeżyliśmy. Pijemy wszyscy, bo już nie mamy auta i kierowca nie jest nam potrzebny.
Nagle podchodzi do mnie ciocia i pyta się czy nie wstyd mi stać tak pijaną i nieogarniętą w centrum naszego miasta.
Mówię jej "Nie uwierzysz co się stało, właśnie spadliśmy w przepaść z ogromnej wysokości, samochód się rozbił, a nam się nic nie stało, to jest kurwa cud!" Mówiłam z łzami w oczach! W mega emocjach. Czułam taką wdzięczność do losu...
A ciocia mówi, że nikogo obok mnie nie ma. Nie ma Krystiana, nie ma laweciarza, sama stoję z piwem i gadam sama do siebie. Prosi mnie bym z nią poszła, bo najwyraźniej muszę być naćpana. Nie dość, że gadam sama do siebie, to jeszcze uważam, że przeżyłam jakiś niesamowity wypadek, gdy po aucie nie ma śladu...
Bałam się jej, myślałam, że mi coś wkręca, ale poszłam z nią... bo faktycznie gdy się pojawiła zniknął i laweciarz i narzeczony.


Nagle budzę się! Kurde, to był sen! A był taki realny!

Wychodzę z pokoju i widzę, że nie jestem u siebie. Jestem u babci, jakaś rodzinna impreza jest... W sumie nic dziwnego. Najadłam się, to mnie zmuliło na spanie, a może nawet winka popiłam z dziadkiem i zmęczona zasnęłam zupełnie zapominając gdzie jestem i co robię? Wino zawsze źle na mnie działa...

Przy stole toczą się już poważne dyskusje, już późny wieczór. Nie chcę im przeszkadzać, ale nie wytrzymam jak nie opowiem komuś mojego strasznego snu. Siadam obok Krystiana i pytam czy mogę mu opowiedzieć mój sen, on nie zwracał na mnie uwagi, nic nie odpowiedział, pytałam kilkukrotnie, a on nic... po czym wyszedł. Było mi przykro, bo nadal byłam przestraszona, a on mnie olał.

Wychodzę więc na fajkę na balkon. Nieszczęśliwie okazuje się, że sąsiad z balkonu obok również jest na fajce. Z moim introwertyzmem normalnie spojrzała bym na parking udając, że sprawdzam, czy moje auto jeszcze stoi lub cokolwiek innego i wróciła bym do domu. Ale miałam w sobie takie emocje, że postanowiłam, że opowiem sąsiadowi mojej babci mój sen - a co! Mój chłop nie chciał mnie wysłuchać, to może obcy będzie chciał. No i nie myliłam się... Zaczął słuchać mojej opowieści, po czym zaczął wyciągać do mnie ręce i próbował wciągnąć mnie na swój balkon.
Szybko uciekłam do pokoju. Odległość pomiędzy tymi balkonami jest serio niewielka i bez problemu chłop mógł - no może nie wciągnąć mnie na swój balkon, ale spokojnie uderzyć lub poszarpać.
Zamknęłam balkon i mówię całej mojej rodzinie co się właśnie wydarzyło, a oni są totalnie obojętni. Tak jak mój chłopak, gdy chciałam mu opowiedzieć sen. I tak jak wtedy gdy w śnie krzyczałam do laweciarza, by się zatrzymał... Nawet na mnie nie spojrzeli...
Po chwili widzę, że dwóch obcych, wysokich typów stoi na balkonie babci i próbują jakoś dostać się do wewnątrz. Nie pamiętam ich twarzy, pamiętam, że jeden z nich miał złotą obrączkę. Nie wiem zupełnie czemu zapamiętałam ten szczegół...

Postanowiłam uciec z mieszkania, za mną pobiegł narzeczony. Chyba po woli zdając sobie sprawę z tego, że to chyba jednak wciąż sen weszłam do mieszkania ludzi, którzy mieszkają pod moją babcią. Do mieszkania wchodziłam jeszcze z narzeczonym, schowałam się z nim w szafie i nagle przeteleportowało mnie do jakby jakiejś dziwnej hali sportowej, wypełnionej przeróżnymi sprzętami sportowymi, ale takimi dla dzieci.
Mój Krystian był tam razem ze mną. Ale już po chwili zauważył mnie jakiś facet i zaczął biec w naszym kierunku, krzyczeć i grozić mi. Wtedy też mój chłopak zniknął.
Ja krzyczałam do tego chłopa "Panie! To jest sen, to na pewno jest sen! Obudź mnie! Obudź mnie! Obudź mnie!"
Miałam świadomość, że to jest sen i miałam świadomość, że w domu jest moja mama, bo akurat ma chorobowe... Miałam nadzieję, że krzyknę przez sen i ona usłyszy mnie i mnie obudzi.

Wiedziałam, że to był sen więc teoretycznie nie powinnam się bać. Ale to był jeden z tych koszmarów, że ktoś Cię goni i biega dużo szybciej od Ciebie, gdziekolwiek się nie schowasz to on Cię zobaczy i jak bardzo głośno nie krzykniesz to i tak nie wydobędzie się z Twoich ust żaden głos... więc mimo, że masz 25 lat i już swoje dzieci to i tak boisz się jak dziecko i wołasz mamę, choć i tak wiesz, że Cię nie usłyszy! Znacie to?


Mama mnie nie obudziła, obudziłam się sama.
Powoli otwieram oczy, nie wiem co będzie następne... Straszny klaun, wielki pająk, czołówka z tirem?
Jest ok. Powoli ściągam kołdrę z twarzy i siadam. Jestem w mojej jaskini. Okno niemalże szczelnie zasłonięte roletą, tylko na dole milimetrowa szczelinka by znać mniej więcej porę dnia jak się tam spojrzy. Jest jasno, więc pora dnia to "dzień" - zgadza się. Spoglądam na drzwi. Są zamknięte, ale przez szklane elementy widać, że jest jasno - czyli na bank pora dnia to "dzień". Zasnęłam jakoś po dziewiątej rano, więc skoro się budzę i jest jasno to wszystko się zgadza i mogę wyjść z jaskini i koniecznie opowiedzieć mamie o tym jak bardzo realny i jak strasznie straszny miałam sen. Więc idę...
Mama siedzi w swoim łóżku, tak samo jak od tygodnia od kiedy choruje. Siedzi, gapi się w telewizor. Ma tę samą koszulę co rano i ten sam wyraz twarzy co od tygodnia. Leon siedzi na dywanie i patrzy się na mnie, tak jak mama. Zgodziła się bym opowiedziała jej mój sen, nie była obojętna (co akurat w jej przypadku jest dziwne, bo normalnie to ona ma mnie gdzieś a już tym bardziej moje popieprzone sny).
Już zaczynam opowiadać. Czuję ulgę, że już się obudziłam... Nagle słyszę kroki... Ale to nie były zwykłe kroki... To były kroki psa. Ale pies był obok! O co chodzi?!
-Mamo, co się dzieje, kto tu idzie?
-Nie bój się jej - powiedziała, gdy do pokoju weszła suka. Jasnej maści jak Leon, może nieco większa i strasznie poparzona. Cała w bliznach. Miała nos jak Voldemort. Straszna suka!
Matka się zmroziła. Wyglądała tak samo jak wcześniej, ale wiedziałam, że to nie jest moja mama.
-Mamo, kurwa, my nie mamy suki! Obudź mnie! Obudź mnie! Obudź!- byłam mega przerażona tym widokiem, a moja mama totalnie obojętna. Ja już byłam pewna, że się obudziłam.
Zaczęłam krzyczeć, przeklinać, prosić by mnie obudziła! Krzyczałam jak najgłośniej mając nadzieję, że tym razem jakiekolwiek ze słów, które wykrzykuje na prawdę wydostanie się z moich ust. Nic z tego...

Tak jak chwilę wcześniej usłyszałam kroki suki, tak teraz usłyszałam kroki kobiety, która wchodząc do mojego domu , już krzyczała, że idzie po mnie. Wyskoczyłam z okna mamy na daszek, ale przed domem byli jacyś faceci w czerni. Nie pamiętam jak zlazłam z daszku, ale chyba poddałam się całkowicie. Wiedziałam, że to sen. I dałam się "aresztować". Tym facetom się dałam, nie babie... Jakoś wydawali się łagodniejsi.
Potem urwał mi się film. Wiem, że będąc na daszku się poddałam i tyle. Nie wiem nawet czy mnie zgarnęli, czy wyszli z założenia, że skoro się poddaję i wiem, że to sen to nie jestem dla nich już żadnym celem i mnie zostawili? Nie wiem...


Budzę się... Ale przecież wiadomo, że nie u siebie w domu. Ale... Muszę przyznać, że tam gdzie obudziłam się tym razem bardzo mi się podobało. Oczywiście wiem już doskonale, że jest to sen. Obawiam się, co mogę w nim zobaczyć, ale wiem, że cokolwiek się nie stanie to kiedyś w końcu obudzę się NA PRAWDĘ i nic mi nie będzie.

Spokojnie wychodzę z sypialni. Wow! Jak tu pięknie! Nikt mnie nie goni, nikt mi nie grozi! Cholerka, nawet już nie chcę się budzić!
Przechadzam się moją piękną wyśnioną willą. Rozkoszuje się tym spacerem, bo wiem, że to sen i nie wiem jak długo jeszcze potrwa. Spotykam, mojego starszego brata. Fajny, blondyn, przystojny - ale brat. Mówi mi, że w kuchni czeka na mnie obiad - żyć nie umierać... albo raczej - śnić i się nie budzić.
Niestety tu nastąpił pierwszy zły moment tej części snu. Było to wegańskie danie... normalnie wegańskie danie zjadła bym ze smakiem, ale te konkretne danie, nie wyglądało jak te, które widzimy w internecie. Czarne pudło od cateringu - spoko, wielki liść sałaty - nawet apetyczny... ale na liściu - kupa! Ta kupa to był wegański burger z serem. Bułka, mięso, ser, sos, bułka - wszystko w takim samym obrzydliwym kolorze sraczkowatym. Kupę każdy widział, więc nie będę głębiej wchodzić w opis tego dania.
Zaczęłam to jeść, chyba nie chciałam by ktoś mnie gonił i chciał zabić za to, że nie zjadłam. Z jednej strony nie powinno tak być, bo przecież weganie są przeciwni zabijaniu istot żywych nawet na mięso. Z tym, że raczej skupiają się na zwierzętach, nie wiem w sumie jak z ludźmi... W każdym razie czułam, że to jakiś test. Moje jedno z ulubionych dań - burger, o wyglądzie kupy. Zje, czy nie zje? Zachowa spokój, czy wywoła kolejną dziwną, niebezpieczną sytuację w tym koszmarnym maratonie?
Zjadłam bez smaku, ale jak nie patrzyłam to nawet bez obrzydzenia. Potem wybrałam się z siostrą na miasto.
W normalnym życiu nie mam rodzeństwa. W śnie ci ludzie nie przedstawili mi się jako moje rodzeństwo, ale wiadomo jak to jest. W śnie wszystko jest możliwe, a akurat w tym śnie wiedziałam, że to moje rodzeństwo, a nie obcy ludzie.
Dlatego mimo, że w willi czułam się bezpiecznie to zaufałam siostrze i po prostu wyszłam.
Jechałyśmy jakąś małą kolejką. Ni to pociąg, ni tramwaj. Bardziej coś takiego jak te pojazdy w ZOO.
Ludzie wokół patrzyli się tylko na mnie. Moja siostra zostawiła mnie i przesiadła się gdzieś indziej.
Jak zobaczyłam te puste spojrzenia, to wiedziałam, że zaraz zacznie się jazda... i nie myliłam się - chwilę po tym jak siostra zostawiła mnie samą, siedząc tyłem do kierunku jazdy zobaczyłam, że za pociągiem biegnie facet z psem i wiem, że chce mnie dorwać.
"Nie w tym śnie, chamie!" śmiałam się, bo choć sytuacja niby groźna to wciąż wiedziałam, że to sen...

Swoją drogą źle mi w tej willi było? Nie mogłam tam pozostać do końca snu?


Przeniosło mnie.

Szłam jakimś miastem gdy nagle wybuchła panika, że w mieście panuje jakaś epidemia zombie. Znajdowałam się obok centrum handlowego i pomyślałam, że tam się skryję. W sklepie było już wiadomo, że coś się dzieje, ochroniarz wpuścił mnie, poczekał aż wejdzie jeszcze trochę zdrowych osób, aż w końcu zamknął te wielkie drzwi wejściowe do galerii.
Ochrona kazała nam się pochować po sklepach, bo nie wiadomo czy coś do wewnątrz się nie dostanie. Miałam ambitny plan - jako fanka horrorów o zombie w teorii wiem wszystko by przeżyć, gdy do tego dochodzi strach, mimo, że wiem, że to sen okazuje się, że paraliżuje mnie strach i wykonuje polecenia ludzi, którzy trzymają nerwy na wodzy - to tez rozsądne.

Niektórzy ludzie chowali się za półkami sklepowymi, zupełnie tak jak nieraz chowają się dzieciaki, by nieco przestraszyć rodziców - amatorzy. Postanowiłam więc zaproponować by jakaś delegacja wybrała się do sklepu z narzędziami by
przynieśli coś czym rozwalili byśmy ściany i schowali się w nich, lub sufit, by być totalnie poza zasięgiem nieumarłych.
Faceci, z którymi się trzymałam bali się jednak iść do sklepu, który jest tak daleko, a ochroniarz poinformował nas, że już za późno na kombinowanie i, że mamy się schować gdziekolwiek i być cicho, bo ONA już idzie...

Gdy usłyszałam, że ONA już idzie to ucieszyłam się. Dużo łatwiej ukryć się przed jedną zombiarą niż przed całą chmarą zombie.
Zawsze człowiek sobie myśli, że jak dojdzie do takiego kataklizmu jak zaraza zombie to, że sklepy są bardzo dobrymi miejscami by się ukryć. A już tym bardziej całe galerie handlowe. Wszystkiego masz pod dostatkiem, jesteś zamknięty, oddzielony od nieumarłych, no to się wydaje świetne... W sumie nie wiem czy inni ludzie o tym myślą, ale ja czasem sobie gdybam - co by było gdyby wybuchła zaraza zombie, albo co by było gdybyśmy nie mogli wychodzić na zewnątrz w dzień - i inne takie historie.
Ja trafiłam do sklepu z zabawkami, chciałam się schować za zabawki, jednak półki były małe, za niskie, za wąskie i za płytkie - masakra. Ten sklep wydawał się najbezpieczniejszy. Byli wariaci co chowali się w sklepikach Plus czy T-Mobile... Myślałam, że to debile i, że w końcu tylko ja przeżyje. No ale ukrycie się w tego typu śnie jest totalnie trudne.

W tym sklepie z zabawkami znajdował się dział z łóżkami, które były pięknie wyścielone, a w każdym łóżku już byli poukrywani ludzie. Poszukując pustego łóżka znalazłam moje dziewczyny - "ciekawe z kim tu przyszły" - wciąż pamiętałam, że to sen, więc jakoś niespecjalnie emocjonalnie na nie zareagowałam.
Próbowałam wejść pod ich łóżko, jednak było za mało przestrzeni pod nim, zostawiłam je i położyłam się z jakąś dziewczynką. Najpierw dokładnie owinęłam ją kołdrą, bo była cała odkryta, później przykryłam siebie. Ledwie zdążyłam to zrobić! Zombiaczka sekundy po tym weszła do naszego sklepu. Robiła coś jak obchód, w tym czasie nie słyszałam hałasu, więc domyśliłam się, że nikogo nie widzi - faktycznie tak jak mówili ludzie wystarczyło się przykryć i być cicho, zero kombinacji jak z filmów.
Niestety mała, z którą się kryłam zaczęła się ruszać, chciałam ją objąć by tak się nie bała jednak nie zdążyłam i zombiaczka ją porwała.
Trudno - pomyślałam - to tylko sen - najważniejsze by mi się nic nie stało, bo to mój sen i to w mojej głowie pozostaną wspomnienia.

Gdy zombiaczka skończyła obchód, zagrożenie minęło, znowu wyszliśmy z łóżek. W normalnym świecie nikt normalny nie wychodzi z ukrycia minutę po tym jak zombie znika z pokoju. Ale to był sen, i my w tym śnie wszyscy wiedzieliśmy, że akurat teraz jesteśmy bezpieczni. Ledwie wyszliśmy z łóżek, znów musieliśmy do nich wracać. Tym razem byłam wraz z córkami, szczelnie okryłam je, później siebie. Niestety zombiaczka zauważyła, ze Łucja się porusza i ją porwała. Na szczęście mnie i Lilki nie zauważyła. A ja wiedząc, że to sen, nawet przez sekundę nie pomyślałam o tym, by Łucję ratować.
To tylko popieprzony sen, trwający wieczność. Jak bardzo się teraz nie boję, to w końcu obudzę się, a o tym wszystkim co się wydarzyło będę wiedziała tylko ja i ci ludzie, którym o tym powiem.
Przecież nie będę 4-letnim dzieciom o moich koszmarach opowiadać, Łucja nadal będzie kochać mnie tak samo jak dotąd i nigdy nie dowie się, że nie walczyłam o nią z zombiaczką.


No i znów obudziłam się...
Scena wyglądała jak kilka historii temu: "ciemno jak w dupie, okno zasłonięte na wprost łóżka, jedynie po lewej stronie wpada nieco światła przez szkło w drzwiach " - niepokojące - pomyślałam.
Byłam obolała i miałam sucho w gardle. Sprawdziłam czy obok mnie leży kapa, którą przykryłam mokre prześcieradło, bo mi się rano woda wylała. Kapa leżała - chyba w końcu obudziłam się na prawdę. Jakoś nie czułam się na tyle pewna by iść do mamy, mimo, że już prawie nie miałam wątpliwości, że to nie jest sen... Jednak doskonale pamiętałam, że już wcześniej też się obudziłam w pokoju... Nie chciałam powtórki z rozrywki...
Po cichu otworzyłam laptopa, notatnik i zaczęłam pisać wszystko co mi się śniło, z milionem literówek i nie patrząc na znaki interpunkcyjne.
Podobno gdy nie opowiesz komuś snu od razu gdy się obudzisz, to go zapomnisz. Na tamten moment (godzinę około 10:30) uznałam, że nie mogę o nim zapomnieć i, że koniecznie muszę napisać o tym na blogu, bo koniecznie świat musi się dowiedzieć jak wiele przeżyłam przez około 1,5h snu.

Teraz, wieczorem już nieco ochłonęłam i nie wydaje mi się to aż tak ważne - jednak skoro już tyle napisałam to opublikuje :)


Gdy tak myślałam sobie o tym nietypowym dzisiejszym śnie i o świadomości jaką zachowałam, niestety bez elementu wolnej woli, to przypomniało mi się, że już kiedyś i to dość niedawno, już mnie to spotkało.

Taka sama historia jak dziś.
Zawiozłam dzieci do przedszkola, przyjechałam do domu, poleżałam chwilę i zasnęłam.
Nie pamiętam niestety czy w poprzednim przypadku był to zły sen, ale wątpię, bo wtedy raczej zapamiętała bym chociaż to, że był zły.
Pamiętam, że cholernie chciałam się wtedy obudzić, bo miałam jechać z babcią do okulisty i pamiętałam nawet, że wizyta jest na 12:00. Więc w tym śnie jak by miałam świadomość tego, że w moim prawdziwym życiu czeka na mnie jakieś zadanie i było by źle gdybym je przespała.
Tego samego dnia, po powrocie od okulisty miałam jechać do przedszkola na jakieś spotkanie. Więc motywacja by się obudzić była ogromna, ale nic z tego!
I wyśniło mi się, że się obudziłam i zadzwoniłam do babci, a ona płakała, że ją zawiodłam i bla bla bla. Potem, że pojechałam do przedszkola i małe płakały, bo wszyscy rodzice byli poza mną...
A potem się obudziłam! I zawiozłam babcie do okulisty, a potem normalnie zdążyłam na imprezę do przedszkola.

Była z tym snem więc podobna historia jak z tym dzisiejszym. Miałam świadomość, ale nie miałam wolnej woli. Chciałam się obudzić, ale nie mogłam. W dodatku w obu przypadkach śniło mi się, że się obudziłam - niesamowite.
Mój mózg spłatał mi niezłe figle. W obydwu przypadkach sny były niesamowicie realne.
Dziś obudziłam się zmęczona, obolała, przestraszona... A wtedy, te parę tygodni temu byłam mega smutna, bo wciąż jeszcze siedziały we mnie te emocje i smutki, że zawiodłam moje córki i babcię.


Skoro pamiętam, że w obydwu przypadkach tego jak by świadomego snu zasnęłam około godziny dziewiątej rano, czy to oznacza, że zawsze gdy tak zrobię będę miała tego typu sny?
Nie wiem, ale pewnie jeszcze się o tym przekonam, bo lubię po powrocie z przedszkola przespać się z godzinkę. Od razu mi lepiej się żyję.

Zakładając, że faktycznie pójście spać o tej godzinie spowoduje, że zachowam świadomość a być może nawet zyskam kontrolę na snem to można by to porównać do "Avatara".
Tylko co jeżeli moje sny okażą się być lepsze niż moje prawdziwe życie i nie będę się chciała już obudzić?

Authors get paid when people like you upvote their post.
If you enjoyed what you read here, create your account today and start earning FREE STEEM!
STEEMKR.COM IS SPONSORED BY
ADVERTISEMENT
Sort Order:  trending

Pierwsza moja myśl- ale Incepcja!
Podziwiam, że dałaś radę tyle razy się "budzić", mi co najwyżej zdarza się jeden sen w śnie, a i tak budzę się wtedy wystraszona i skołowana, przy drugim z rzędu nieobudzeniu się realnie, chyba bym na zawał zeszła.
No i szacun za tak szczegółowe zapamiętanie 👍 Świetnie się czytało 🙂

Posted using Partiko Android

·

Mi też parę razy w życiu zdarzyło się raz obudzić we śnie... ale to co przeżyłam wczoraj to było coś strasznego i niesamowitego jednocześnie. Gdy już wróciłam do normalnego świata (obudziłam się na prawdę) byłam zmęczona i obolała, bardzo intensywnie przeżywałam ten sen.
Trik z zapisywaniem snów jest świetny, zastosowałam go pierwszy raz, ale pewnie nie ostatni.
Chce więcej sennych przygód! Tylko może mniej koszmarnych...
:)

·
·

Ze snami można pracować. Tzn. śnić świadomie. Pożytek jest taki, że można sen wykorzystać na planowanie jakichś czynności, naukę, medytację a także kreowanie ich treści. Polecam bardzo trudną, acz pożyteczną literaturę pt. "Tybetańska joga snu i śnienia" z którą aktualnie pracuję. Myślę, że ten trening można wykorzystać jako wstępne ćwiczenia do OOBE (out of body experience).

Jej Ale dużo szczegółów zapamiętanych z jednego snu! Nigdy tak wiele ze swoich snów nie pamiętam. Fajnie się to czytało i wywołało to we mnie ochotę przeżycia takiego snu ;)

A co do snów, jeśli codziennie będziesz je zapisywać od razu po wstaniu to będziesz pamiętać z czasem ich dużo więcej.

A co do świadomych snów to są sposoby by we śnie zorientować się czy to sen czy realne życie. We śnie jak spojrzysz na godzinę a po sekundzie znowu to nigdy nie będzie taka sama godzina, możesz spróbować coś przeczytać a wtedy litery będą się rozmazywać albo wstrzymać oddech a ty nie będziesz potrzebować powietrza.
Jak już to zrobimy to w takim śnie zyskujesz pełną świadomość i możesz robić co tylko chcesz i kreować samemu swój sen.

·

Właśnie dlatego zapamiętałam, bo zapisałam. Od razu po przebudzeniu. Stwierdziłam, że to nie może przepaść.
Z tym zapisywaniem snów to świetny pomysł, chyba z niego skorzystam :)
Szczerze Ci powiem, że mimo, że byłam przerażona, bo bardzo mocno odczuwałam w śnie emocje, to mega kusi mnie by znów to przeżyć. Ktoś myśli, że śpisz... a Ty tym czasem przeżywasz przygodę życia :D

Temat świadomych snów jest niesamowity. Chciała bym to osiągnąć.

·

Dziekuje🙂

Congratulations @julietlucy! You have completed the following achievement on the Steem blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 500 as payout for your posts. Your next target is to reach a total payout of 1000

You can view your badges on your Steem Board and compare to others on the Steem Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Vote for @Steemitboard as a witness to get one more award and increased upvotes!